Organizacja
Embracing the World wysłała pierwszą grupę miejscowych wolontariuszy ze
swojego japońskiego Centrum w Tokio do Sendai - dużego miasta,
znajdującego się
najbliżej epicentrum trzęsienia ziemi i poszkodowanego
zarówno przez trzęsienie (najgorsze w historii Japonii), jak
i przez tsunami, które po nim nastąpiło. Na prośbę Ammy
reprezentanci ETW udali się do Sendai, by na miejscu ocenić sytuację, a
także rozdawać wodę i jedzenie ewakuowanym.
Oto ich relacja:

Wyruszyliśmy
do Sendai, w
prefekturze Miyagi, 13 marca, 3 dni po
katastrofie. Ponieważ wszystkie autostrady wiodące
na północ
są udostępnione
wyłącznie dla posiadających specjalne upoważnienia i
dla wojska, musieliśmy przejechać około
400 kilometrów
zwykłą drogą. Po drodze minęliśmy teren znajdujący się w odległości
zaledwie 40 kilometrów od elektrowni atomowych Fukushima,
które zaczęły emitować niebezpieczne promieniowanie.
W dzień dniu naszej podróży ogłoszona oficjalnie liczba
ofiar w Japonii, obejmująca osoby uznane za zaginione, sięgnęła 4400
ludzi. Powszechnie mówi się jednak, że w dalszym ciągu
nieznane są losy dziesiątków tysięcy ludzi.
Wstrząsy wtórne nadal występują z dużą częstotliwością -
podczas dnia, w którym wyjechaliśmy, z samego rana mieliśmy
47 wstrząsów. Wstrząsy wtórne tylko potęgują
napięcie i strach wśród ocalałych.

W
Sendai największym problemem wydaje się brak jedzenia i picia -
wyczerpały się po prostu zapasy wszystkich
supermarketów i
sklepów spożywczych.
Z naszego centrum w Tokio przywieźliśmy ze sobą trochę kulek ryżowych,
ciasteczek, popcornu i wodę w butelkach. Wszystko to
rozdaliśmy w ładnym parku znajdującym się w centrum miasta Sendai.
Wielu ludzi schroniło się w tym ciepłym i cichym miejscu i spędzało tam
już swój trzeci dzień.
Dwóch pochodzących z sąsiedniej prefektury Iwate
chłopców w wieku licealnym opowiedziało nam, że byli na
dniach otwartych koledżu w Sendai, kiedy nastąpiło trzęsienie ziemi.
Rodzina jednego z chłopców w Iwate się odnalazła, cała i
zdrowa; drugi chłopiec powiedział, że jego dom w Iwate został
"zmieciony" przez tsunami. Nie miałem serca zapytać, co z jego
rodzicami, widząc wyraz jego oczu. Od tamtej pory nie było publicznego
transportu ani do Iwate, ani do żadnego innego miejsca i chłopcy byli
tu uwięzieni, zmuszeni do mycia się w parkowym kranie.
Obrazy
totalnego zniszczenia, takie jak ten, są w okolicy normalnym
widokiem.
Niemało było starszych ludzi, siedzących całkiem samotnie. Jedna młoda
para, ciasno przytulona do siebie na ławce, z początku nie chciała
przyjąć paczek z żywnością, jakie zaproponowaliśmy, mówiąc
"Nie jest nam aż tak źle, przynajmniej mamy coś do zjedzenia. Prosimy,
dajcie to ludziom, którzy bardziej tego potrzebują".
Kiedy powiedzieliśmy im: "Nie martwcie się. Przejechaliśmy całą drogę z
Tokio właśnie po to, żeby to dawać - przyjmijcie, proszę!", ich twarze
rozjaśnił uśmiech, wzięli paczki i podziękowali nam.
Ludzie, którzy nie mają dokąd pójść, są łatwo
rozpoznawalni - mają przy sobie tylko jedną lub dwie torby, wypchane do
granic możliwości. Nagłą zmianę, jaka nastąpiła w ich życiu, można bez
trudu rozpoznać po każdym detalu ich wyglądu i dobytku.
Z wyrazu twarzy tych, którzy przyjęli nasze paczki, mogliśmy
wyczytać, że naprawdę są wdzięczni nawet za najmniejszy gest wsparcia.
Poziom wdzięczności, jaką okazali, jasno pokazuje, że żywność dla
ocalałych jest wyjątkowo pilną potrzebą.
Wszyscy
trzej byliśmy zajęci rozdawaniem żywności, więc nie mogliśmy
zrobić zdjęć z tej akcji. Jednak te smutne twarze i
późniejsze uśmiechy na nich zapisały się głęboko w naszych
sercach.
W drodze
powrotnej napotkaliśmy starszą, 78-letnią kobietę,
która posiada dom i warsztat cztery kilometry od wybrzeża w
Sendai. Połowę tego domu zniszczyło tsunami.
Kobieta
była ofiarą 7.4 stopniowego trzęsienia ziemi Miyagi w 1978
roku, kiedy to ten sam dom został poważnie zniszczony. Tym razem woda
sięgała już powyżej jej kolan, gdy rzuciła się do ucieczki. Udało jej
się dotrzeć w bezpieczne miejsce. Teraz powróciła, by
zobaczyć, co zostało z jej domu.
W
pobliżu, po drugiej stronie drogi, znajduje się coś, co jest
określane jako "obszar nieprzeszukany".
Sąsiedzi
powiedzieli nam, że
teren wciąż jest pokryty grubą warstwą
mułu, który naniosło tsunami, a przeszukiwanie
domów i poszukiwanie ludzi jeszcze się nie rozpoczęło.

W
czasie, kiedy tam byliśmy,
po raz pierwszy pojawił się oficer Sił
Samoobrony i zaczął inspekcję, próbując uprzątnąć blokady
uniemożliwiające dojście do nieprzeszukanego obszaru.
Trzy kilometry od brzegu
morza spotkaliśmy chłopaka
i
dziewczynę. Chłopak powiedział nam, że
jego dom został "zmieciony". Z kolei parter domu
dziewczyny został wypełniony mułem; wszystko, co jej zostało, to trochę
ubrań.
W
tym północno-wschodnim
regionie wiosna zwykle rozpoczyna
się późno
i mogliśmy zobaczyć pokryte wciąż
śniegiem pobliskie góry.
Pola ryżowe i drogi są wciąż pokryte
mułem, jak również małymi i dużymi przedmiotami,
które zostawiło po sobie tsunami.
W drodze powrotnej do Tokio przez 680 kilometrów
pojechaliśmy okrężną drogą, żeby uniknąć kolejnego przejazdu obok
elektrowni
atomowej Fukushima, której los podczas naszego
pobytu w Sendai stał się o wiele bardziej niepewny.
Udało nam się odwiedzić niektórych wolontariuszy Ammy i
szczęśliwie możemy potwierdzić, że pomimo wszystkich trudności mają się
dobrze.